dr Gwardzińska

Komentarz dr Żanety Gwardzińskiej na temat unijnej walki z przemytem dóbr kultury ze Wschodu z perspektywy Polski 
z dnia 30 czerwca 2021 r.

Położenie geograficzne Polski sprawia, że od wieków była ona bramą pomiędzy Europą Wschodnią i Europą Zachodnią. Długość wschodniej granicy Polski, która jest jednocześnie granicą zewnętrzną Unii Europejskiej sięga 1155 km i obejmuje linię graniczną z Rosją, Białorusią oraz Ukrainą. Polska jest również ważnym punktem na mapie szlaków tranzytowych, zarówno tych legalnych, jak i nielegalnych. Obok nielegalnego tranzytu  dóbr kultury ze Wschodu na unijny obszar celny kwitnie również ich przewóz w bagażach osobistych. Unia Europejska dostrzegając zagrożenia związane z nielegalnym obrotem dobrami kultury podjęła działania w celu zapobiegnięcia ich importowi z państw trzecich i ich składowania na unijnym obszarze celnym. To również próba walki z terroryzmem oraz innego rodzaju przestępczością.

W 2018 r. zakończono prace nad projektem unijnego rozporządzenia w sprawie nielegalnego przywozu na unijny obszar celny dóbr kultury. W ocenie prawodawcy unijnego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/880 z dnia 17 kwietnia 2019 r. w sprawie wprowadzania i przywozu dóbr kultury przyczyni się do zmniejszenia skali zjawiska przemytu dóbr kultury, dając organom celnym legalne podstawy do walki z tym procederem. Ale czy na pewno?

Na kanwie nowych przepisów unijnych znowelizowano polską ustawę z 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami penalizując nielegalny wwóz dóbr kultury (art. 108a), paralelnie dokonując nowelizacji ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej rozszerzając kompetencje naczelników urzędów celno-skarbowych o rozpoznawanie, wykrywanie i zwalczanie przestępstwa nielegalnego wwozu dóbr kultury. Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o ochronie zabytków penalizowane jest wprowadzenie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dobra kultury określonego w części A załącznika do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/880, które zostało wyprowadzone z terytorium państwa niebędącego członkiem Unii Europejskiej, w którym dobro kultury powstało lub zostało odkryte, z naruszeniem przepisów ustawowych lub wykonawczych tego państwa. Taka konstrukcja prawna sprawia, że tylko wykryte przypadki będą penalizowane. A jeśli założymy, że tylko 10% całego obrotu towarowego obejmowane jest kontrolą celną to skuteczność przeciwdziałania przemytowi dóbr kultury może okazać się nieskuteczna. Nie odstrasza również wysokość stosowanych sankcji, która w praktyce jest niska. Kara za nielegalny wwóz zabytków podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. W dotychczasowej praktyce, jak pokazuje życie najczęściej sprawy kończyły się i będą kończyć się karą grzywny gdyż sprawa jest mniejszej wagi (art. 108a ust. 2 ustawy o ochronie zabytków) albo sprawca był niekarany wcześniej, i wyraził skruchę, poza tym będzie się usprawiedliwiał, że on nie wiedział, że to dobro kultury, i traktował go jako suvenir. Pomysł jest dobry, lecz wykonanie a dokładnie konstrukcja przepisu pozostawia wiele do życzenia.

Przedmiotowy artykuł 108a uprawnia również sąd do orzeczenia przepadku dobra kultury na rzecz skarbu państwa. nawet jeśli nie stanowi on własności sprawcy. Załóżmy, że oligarcha rosyjski jest ofiarą kradzieży dzieł sztuki, które sprawca przemyca do Polski. Na granicy polsko-białoruskiej zostaje wykryty nielegalny wwóz zabytku, sąd orzeka jego przepadek. O sprawie jest głośno, dowiaduje się o niej okradziony oligarcha i powstaje szereg nowych problemów prawnych, bo polski skarb państwa nabył w drodze przepadku obiekt, do którego roszczenia posiada rosyjski oligarcha. Sprawa restytucyjna i skandal międzynarodowy z polskim resortem kultury w tle.

Czy penalizowanie nielegalnego wwozu dóbr kultury zmniejszy zatem skalę przemytu dóbr kultury do Unii? Skuteczność wdrożonych regulacji prawnych w praktyce ograniczona zostanie do wykrytych na granicy wschodniej przypadku przemytu dóbr kultury. Niewykrycie podczas kontroli celnej niezadeklarowanego we zgłoszeniu celnym dobra kultury otworzy mu drogę na zachód. Podążając autostradą A2 Lizbona-Kukuryki swobodnie będzie przemierzało Unię począwszy od Warszawy, przez Berlin a skończywszy w Lizbonie. O jego dalszych losach może nigdy się nie dowiemy, chyba że za jego nielegalnym wwozem stać będzie Gang Olsena.

Mateusz

Komentarz Mateusza Rojewskiego na temat wyborów parlamentarnych w Armenii
z dnia 24 czerwca 2021 r.

Ugrupowanie pełniącego obowiązki Prezesa Rady Ministrów Republiki Armenii Nikola Paszyniana uzyskało 53,92 procent głosów. To zdecydowany sukces premierowskiej partii Umowa Społeczna. Główna siła opozycyjna byłego prezydenta Armenii – Roberta Koczariana, otrzymała 21,04 procent głosów. Frekwencja wyniosła natomiast 49,4 %. To sukces demokracji na Kaukazie. Nie chodzi przy tym o jednoznaczne poparcie Nikola Paszyniana i legitymizację wszystkich jego działań. W Armenii wygrała demokracja, która – według niektórych analityków i komentatorów – obecnie na Kaukazie znajduje się w odwrocie.

Historia Armenii (ale nie tylko jej, bo dotyczy to również innego państwa leżącego na Kaukazie, jakim jest Gruzja) pełna jest politycznych zawirowań. Od okupacji terenów przez Armię Czerwoną, poprzez okres przynależności do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, aż do dynamicznej historii najnowszej. W takich okolicznościach społeczeństwo często traci wiarę w ustrój demokratyczny, który przecież w tym kraju nie miał kiedy na dobre się rozwinąć. Do głosu zaczęli dochodzić populiści, zaś opozycja podsycała niepokoje społeczne i próbowała – wyprowadzając ludzi na ulice – budować na tym swój kapitał polityczny. Niech o temperaturze sporu w Armenii Świadczy wpis generała Arszawira Gdaramiana (stronnika byłego prezydenta Roberta Koczariana), który jeszcze przed publikacją wyników wyborów wzywał do przejęcia władzy siłą.

Po porażce koalicyjnego ugrupowania Armenia, kierowanego przez Roberta Koczariana, zwolennicy byłego prezydenta zażądali dokładnego zbadania domniemywanych przez nich oszustw wyborczych oraz fałszerstw. Zapowiedzieli, że bez tego wyniki wyborów nie zostaną przez nich uznane. Jednakowoż stanowisko zarówno armeńskiej Centralnej Komisji Wyborczej, jak również obserwatorów OBWE wskazują, iż wybory odbyły się zgodnie z prawem. OBWE zwróciła przy tym uwagę, że podżegające wypowiedzi kontrkandydatów Paszyniana przyczyniają się do postępującej polaryzacji społeczeństwa. Jest to schemat działania na Kaukazie coraz bardziej widoczny – gdy opozycja nie może w demokratycznych wyborach odsunąć rządzących od władzy, próbuje przypiąć im autorytarną łatkę. To strategia krótkowzroczna i pogłębiająca podziały w społeczeństwie. W społeczeństwie, które w obliczu trudnej sytuacji gospodarczej oraz geopolitycznej powinno ze sobą współpracować.

Dlatego właśnie wynik wyborów w Armenii oceniam jako zwycięstwo demokracji. Nie jestem poplecznikiem premiera Paszyniana i zdaję sobie sprawę z rozczarowań, które sprawił wielu Ormianom. Nie miał jednak łatwej sytuacji wyjściowej. Odziedziczył system skorumpowany, wymagający głębokiej reformy nie tylko na poziomie gospodarczym, ale również kadrowym. Paszynianowi udało się ponownie wygrać wybory i czeka go teraz mnóstwo wyzwań z tym związanych, gdyż Armenia nie znajduje się obecnie w dobrej kondycji. Z perspektywy europejskiej wydaje się, że należy życzyć Paszynianowi powodzenia. Suwerenna, demokratyczna i sprawna Armenia przyczyni się do zwiększenia stabilizacji w regionie oraz odsunie wszelkie zakusy o wchłonięciu tego państwa (lub części jego terytorium).

Tekst jest wyrazem koncepcji i poglądów Autora, a jego publikacja nie oznacza jego całkowitego poparcia przez Fundację.

Copy of Copy of Peach Minimal Silhouette Church Social Media Graphics (2).png

Komentarz Jerzego Litwinowa
na temat Karty Polaka
z dnia 17 czerwca 2021 r.

W polskiej debacie publicznej przyjęło się twierdzenie, że tworzenie ram prawno-instytucjonalnych w celu ułatwienia powrotu osób deklarujących swój związek z polskością ma dotyczyć przede wszystkim ludzi, którzy wyjechali w ramach masowej emigracji po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Karta Polaka zaś jest instrumentem prawnym skierowanym przede wszystkim do osób zainteresowanych Polską mieszkających w innych krajach, niż typowe kierunki emigracji po 2004 r.

W kontekście przyjazdu Polaków ze Wschodu odzywa się w nas „duch przeszłości”, czyli, że każdy Polak z krajów b. ZSRR jest potomkiem poszkodowanych przez państwa zaborcze, czy też okupację radziecką w Polsce Ludowej okresu stalinowskiego. Taki sposób myślenia ma mało wspólnego z rzeczywistością.

Jeżeli popatrzymy na warunki uzyskania Karty Polaka, to zauważymy, że nie trzeba być wcale Polakiem, czy osobą polskiego pochodzenia, powiem więcej, nie trzeba mieć nic wspólnego z Polską. Wystarczy, że osoba zainteresowana będzie działać na rzecz organizacji polonijnej przez 3 lata przed złożeniem wniosku o uzyskanie Karty Polaka. Istnieją od wielu lat aplikacje na smartfon, filmiki na Youtube, specjalne kursy w celu przygotowania osoby zainteresowanej do egzaminu w konsulacie, przeprowadzanego w formie rozmowy.

Czy jest to niesprawiedliwe, nielogiczne czy niestyczne? Zależy od założeń, jakie przyjmiemy.

Zakładając, że ratio legis ustawy o Karcie Polaka (dalej: KP) są twardy interesy Państwa Polskiego, należy zauważyć, że jak najbardziej jest ona projektem zgodnym z polską racją stanu. Karta Polaka zachęca każdego człowieka żyjącego na kuli ziemskiej (od połowy 2019 r.) do nauki języka polskiego, odbycia studiów w Polsce po polsku, pracy w Polsce, rozpoczęcia działalności gospodarczej w Polsce oraz uzyskania obywatelstwa polskiego w ciągu około 1,5 roku od momentu przyjazdu. Uważam, że Kartę Polaka można porównać do amerykańskiej green card, z tą jednak różnicą, że uzyskanie KP nie zależy od losowania, lecz wysiłku osoby zainteresowanej, ponieważ musi ona nauczyć się polskiego na poziomie co najmniej A1 oraz znać podstawowe informacje o polskiej kulturze narodowej. Liczba wydanych KP nie zależy też od rocznych kwot jej wydania czy punktów.

Wprowadzenie rocznych kwot dla obywateli różnych krajów oraz przyznawanie punktów każdej osobie ubiegającej się o Kartę Polaka w podobny sposób do brytyjskiego systemu imigracyjnego stanowiłoby skuteczne narzędzie w selekcji najlepszych kandydatów na przyszłych obywateli RP. Pozwoliłoby to na odejście od obecnego charakteru Karty Polaka, postrzeganego przez Polaków jako instrumentu prawnego stanowiącego zadośćuczynienie za doznane krzywdy potomków osoby ubiegającej się o KP. Jest to myślenie w kategoriach romantycznych charakterystycznych dla wybitnych pisarzy i poetów polskich takich jak A. Mickiewicz czy J. Słowacki, ale zupełnie nieakceptowalne w polityce zarówno krajowej, jak i zagranicznej nowoczesnego państwa.

Za systemem punktowym przemawia ten fakt, że nabycie obywatelstwa RP poprzez wcześniejsze uzyskanie Karty Polaka jest najszybszym sposobem na zostanie obywatelem Unii Europejskiej. Nawet we Francji, studenci, którzy ukończyli szkołę wyższą po francusku potrzebują co najmniej 2 lata zamieszkania w kraju w czasie nauki na studiach magisterskich (3-4 lata, jeżeli chodzi o studia licencjackie), żeby móc aplikować o obywatelstwo. Nie sposób założyć, że wobec tak dużej atrakcyjności Karty Polaka nie będzie dochodzić do nadużyć, chociażby takich, że osoba zainteresowana KP po prostu kupi sobie zaświadczenie organizacji polonijnej. Zresztą, można łatwo znaleźć takie oferty w Internecie już od 1.000 euro.

W odpowiedzi na moje zapytanie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało dane o liczbie wydanych Kart Polaka w 2019 i 2020 r. Były to pierwsze lata, w których obywateli wszystkich krajów świata mogli się ubiegać o uzyskanie Karty Polaka. Przypomnę, że wcześniej tylko obywatele krajów b. ZSRR mogli się zwrócić z wnioskiem o wydanie KP.

Najwięcej KP wydano na Białorusi, przede wszystkim w Grodnie 6.629 sztuk (2019 r.), 6.304 szt. (2020 r.). Jednak najciekawszą informacją jest liczba wydanych KP w tych krajach, których obywatele do tej pory nie mogli jej uzyskać.

Przykładowo:

• Berlin 1 szt. (2019 r.), 0 szt. (2020 r.),

• Londyn 2 szt. (2019 r.), 0 szt. (2020 r.),

• Nowy Jork 7 szt. (2019 r.), 0 szt. (2020 r.).

Dane pochodzące z innych krajów, zamożniejszych od Polski, pokazują, że KP nie znalazła swoich odbiorców. Nawet w celach symbolicznych osoby mające polskie pochodzenie, lecz niebędące obywatelami polskimi nie są zainteresowane uzyskaniem KP.

Chlubnym wyjątkiem są Czechy, gdzie łącznie 17 osób w 2019 r. uzyskało KP, zaś w 2020 r. w samej Ostrawie wydano 340 Kart Polaka wobec 19 szt. wydanych w Pradze. Wygląda na to, że to właśnie Polacy w Czechach najbardziej odczuwają potrzebę formalnego uznania ich związku z Macierzą. Można również domniemywać, że w dużej mierze jest to zasługa polskich władzy dyplomatycznej, reprezentującej Polskę w Czechach, które to władze były najbardziej aktywne w promocji KP po rozszerzeniu możliwości jej wydania w 2019 r.

Tekst jest wyrazem koncepcji i poglądów Autora, a jego publikacja nie oznacza jego całkowitego poparcia przez Fundację.

Copy of Copy of Peach Minimal Silhouette

Komentarz Szymona Wiśniewskiego na temat zakazu sprzedaży i dzierżawy ziemi obcokrajowcom w Kazachstanie
z dnia 14 czerwca 2021 r.

13 maja prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew podpisał ustawę „O wniesieniu zmian i uzupełnień do niektórych aktów prawnych Republiki Kazachstanu w odniesieniu do stosunków ziemskich”.

 

Jak informował wcześniej minister rolnictwa Saparhan Omarow, ustawa przewiduje całkowity zakaz udostępniania gruntów rolnych cudzoziemcom, zagranicznym przedsiębiorstwom, kazachskim przedsiębiorstwom z kapitałem zagranicznym, bezpaństwowcom, ośrodkom naukowym z udziałem międzynarodowym, a także tzw. kandasom – kazachskim repatriantom, którzy mogą otrzymać grunty rolne w dzierżawę dopiero po uzyskaniu obywatelstwa. Należy zwrócić uwagę, że okres dzierżawy nieruchomości pozostających we władaniu cudzoziemców oraz przedsiębiorstw zagranicznych nie zostanie przedłużony.

 

Proces legislacyjny nie należał do najłatwiejszych. Jeszcze 15 kwietnia Mażylis (izba niższa parlamentu Kazachstanu) przyjął projekt ustawy, na mocy którego cudzoziemcy mogliby otrzymać grunty w dzierżawę na okres 25 lat. Jednakże wywołało to sprzeciw wielu środowisk w kraju. Projekt ustawy trafił do Senatu, który zdecydował o usunięciu tych przepisów. Mażylis zaakceptował poprawki Senatu.

 

Nastroje społeczne, które doprowadziły do zmiany ustawodawstwa są spowodowane przede wszystkim obawą Kazachów przed chińską ekspansją gospodarczą. To właśnie atmosfera niechęci wobec rozprzestrzeniania się chińskiego kapitału był przyczyną protestów sprzed pięciu lat. Przeciwnicy takiego punktu widzenia uważają, że zakaz zaostrzy i tak już trudną sytuację związaną z inwestycjami w sektorze rolnym, który przeżywa trudności z powodu wielu innych ograniczeń.

 

Początki reform dotyczących nieruchomości rolnych w Kazachstanie sięgają 2003 roku, kiedy to doszło do nowelizacji kodeksu ziemskiego. Usunięto z aktu przepisy odziedziczone po czasach radzieckich i dzięki temu umożliwiono nabywanie nieruchomości przez osoby fizyczne i osoby prawne. Władze Kazachstanu liczyły na to, że grunty rolne staną się przedmiotem obrotu towarowego. Uwłaszczenie kazachskiego społeczeństwa miało dać impuls do rozwoju gospodarki państwa. Jednakże podjęte działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Nieruchomości rolne w większości trafiły do posiadających już znaczne połaci ziemi właścicieli, zwiększając rozwarstwienie społeczne.

 

W marcu 2016 roku ówczesny minister gospodarki narodowej Erbolat Dosajew ogłosił plan licytacji 17 000 kilometrów kwadratowych gruntów rolnych, a także stworzenie korzystnych warunków dla zagranicznych podmiotów w zakresie dzierżawy gruntów. Jeden z przepisów dotyczył wydłużenia maksymalnego okresu dzierżawy z 10 do 25 lat. Reformy miały na celu zwiększenia dochodów z rozległych nieruchomości rolnych w całym kraju. Władze wówczas oszacowały, że około 1 milion kilometrów kwadratowych gruntów to nieużytki.

 

Sprzedaż i dzierżawa nieruchomości rolnych cudzoziemcom budzi emocje w Kazachstanie od wielu lat. W 2016 roku przez kraj przetoczyły się masowe protesty przeciwko zmianom ustawodawczym, które umożliwiały zagranicznym osobom fizycznym i osobom prawnym dzierżawę gruntów rolnych na 25 lat. Co więcej, ówczesna nowelizacja zakładała możliwość zakupu gruntów rolnych od państwa, chociaż władze podkreślały, że ustawa nie przewidywała sprzedaży nieruchomości cudzoziemcom. W rezultacie nacisków społecznych ówczesny prezydent Nursułtan Nazarbajew wprowadził moratorium wstrzymujące możliwość sprzedaży i dzierżawy gruntów rolnych obcokrajowcom, które wygasa z końcem 2021 roku. W związku powyższym obecny prezydent Kasym-Żomart Tokajew zarządził opracowanie projektu nowelizacji ustawy. W tym celu powołana została komisję ds. reformy rolnej, w skład której weszli urzędnicy, rolnicy, działacze społeczni, dziennikarze i biznesmeni. Efektem prac komisji jest właśnie podpisana 13 maja przez prezydenta ustawa.

Komentarz Jakuba Wojtunia na temat zatrudnienia pracowników medycznych ze Wschodu
z dnia 11 czerwca 2021 r.

Pandemia koronawirusa zmieniła dotychczas obowiązujące ustawodawstwo i poprzez Ustawa z dnia 27 listopada 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych, uprościła kwestię związaną z zatrudnieniem pracowników medycznych spoza UE. Dotychczas byli oni zobowiązani do nostryfikacji dyplomów na podstawie przepisów Ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz Rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego z dnia 28 września 2018 r. w sprawie nostryfikacji dyplomów ukończenia studiów za granicą oraz potwierdzania ukończenia studiów na określonym poziomie. Nowo wprowadzona procedura pozwala na czasowe uzyskanie prawa wykonywania zawodu, które jednak wygasa maksymalnie po okresie 5 lat.

Pół roku obowiązywania nowych przepisów pozwala na ocenę czy wprowadzone zmiany wpłynęły i w jakim stopniu na zatrudnienie pracowników medycznych spoza obszaru UE. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce brakuje ok. 68 000 medyków ze szczególnym uwzględnieniem specjalistów. Wg. Danych udostępnionych portalowi money.pl 10 maja 2021 przez Ministerstwo Zdrowia przez pół roku obowiązywania uproszczonej procedury tylko 170 lekarzy, 16 pielęgniarek i 5 ratowników medycznych nie pochodzących z krajów UE dostało zgodę na wykonywanie zawodu bez wcześniejszej nostryfikacji dyplomu. Łączna liczba złożonych wniosków do Ministra Zdrowia dotyczących lekarzy wynosi 403 z czego rozpatrzono 177 z tego 7 odmownie. Na podstawie ustawy z 27 listopada 2020 roku Minister zdrowia może wyrazić zgodę na wykonywanie pracy w 2 trybach: warunkowe prawo do wykonywania zawodu lub zgoda na określoną pracę w określonym miejscu i czasie. Tryb pierwszy nie wymaga doświadczenia zawodowego a zatrudniony na jego podstawie lekarz pracuje pod nadzorem opiekuna czyli lekarza z drugim stopniem specjalizacji lub tytułem specjalisty, obecnie zatrudniono tak 144 lekarzy w tym 81 bez specjalizacji i 63 ze specjalizacją. Na podstawie drugiego trybu zatrudniono 27 lekarzy, muszą mieć oni min 3 letnie doświadczenie i posiadać zaświadczenie od szpitala czy przychodni która go zatrudni. Na koniec kwietnia w Polsce było zarejestrowanych 1699 lekarzy z całego świata, w tym największą grupę stanowili lekarze z Ukrainy – 616, drugą w kolejności grupą byli lekarze z Białorusi bo dokładnie 335, trzeci w kolejności byli lekarze z Rosji ale było ich już dużo mniej bo tylko 61.

Jak wynika z wyżej przedstawionych danych mimo znaczących uproszczeń w stosunku do sytuacji wcześniejszej, zmiana przepisów nie wpłynęła w sposób istotny na sytuację w polskiej służbie zdrowia, nowi pracownicy stanowią nieistotny ułamek procenta i wszelkie podnoszone zarzuty przez środowiska medyczne dotyczące zalewu polskiej służby zdrowia przez niekompetentnych pracowników ze wschodu okazały się wyolbrzymione. Istnieją wprawdzie dość poważne różnice w kształceniu pracowników medycznych między Polską a Ukrainą czy Białorusią skąd pochodzi najwięcej pracowników medycznych, w Polsce obecnie zarówno lekarze jak i pielęgniarki czy ratownicy medyczni kształcą się na Akademii Medycznej na studiach 6 letnich w przypadku lekarzy (5 lat lekarz dentysta), co najmniej 3 lata ratownicy medyczni czy pielęgniarki. Na Ukrainie studia lekarskie trwają 6 lat (5 lat lekarz dentysta) po nich w zależności od specjalizacji jest od roku do 3 lat stażu, w przypadku takich specjalności medycznych jak pielęgniarka, felczer (stanowią na wschodzie min. obsadę karetek) edukacja prowadzona jest w koledżach i w zależności od specjalizacji oraz okresu rozpoczęcia nauki trwa 3-4 lata w przypadku gdy naukę rozpoczyna się po 9 klasie a jeśli po 11 klasie to 2 -3 letnia. Na Białorusi studia lekarskie także trwają 6 lat (5 lat lekarz dentysta) a po nich jest roczny staż nie zależnie od wybranej specjalizacji, pielęgniarki uczą się w koledżu i edukacja zwykłej pielęgniarki trwa 1 rok 10 miesięcy, natomiast felczer i pomocnik lekarza uczy się w koledżu 2 lata i 10 miesięcy.

Czy tego chcemy czy nie są nam potrzebni dodatkowi pracownicy medyczni. Polska się starzeje i już dziś mediana wieku wynosi prawie 40 lat a co czwarty obywatel jest po 60 roku życia, wszystko to wpływa na zwiększenie się zapotrzebowania na pracowników medycznych nie tylko do placówek medycznych takich jak szpitale czy przychodnie ale także zwiększony popyt generują i z czasem będzie się to tylko zwiększać, wszelkiej maści placówki świadczące pomoc dla osób starszych. Kryzys związany z epidemią koronawirusa unaocznił braki w kadrze medycznej a odwołanie wielu planowych zabiegów najprawdopodobniej odbije się na zdrowiu wielu ludzi. Według danych OECD w Polsce na 1000 osób jest tylko 2,2 lekarza przy średniej OECD wynoszącej 3,2 a w takich państwach jak Niemcy czy Norwegia jest to prawie 2 razy więcej. Obecnie średnia wieku pielęgniarki w Polsce to ponad 53 lata a położnej 50 lat i co gorsza wiek ten systematycznie rośnie od kilkunastu lat. W służbie zdrowia pracuje obecnie 233 tys. pielęgniarek i 28 tys. Położnych, ok 30 % pielęgniarek kończąc studia nie odbiera prawa wykonywania zawodu, według części danych statystycznych przeciętna Polska pielęgniarka ma pod opieką 2 razy więcej pacjentów niż wynosi średnia unijna. Sytuacja z ratownikami medycznymi jest lepsza jednak i oni też są przepracowani a koronakryzys unaocznił także braki osobowe wśród osób wykonujących ten zawód.

Kadry medyczne się starzeją i niedługo w sposób naturalny będzie ich coraz więcej i szybciej ubywać, mimo zwiększenia czasem nawet 2 krotnego liczby miejsc na studiach medycznych na efekt trzeba będzie jeszcze sporo poczekać a i tak w części zostanie on zjedzony przez emigrację. Wydaje się, że w obliczu takich faktów jedynym i w miarę szybkim sposobem na uzupełnienie braków wśród pracowników medycznych jest ściągnięcie ich ze wschodu, już dziś sporą część opiekunów osób starszych stanowią obywatele Ukrainy. Istnieją spore różnice w sposobie kształcenia w Polsce a np. Ukrainie i Białorusi jednak bliskość kulturowa przemawia nad wybraniem tego kierunku imigracji zwłaszcza, że Polska generalnie nie jest atrakcyjnym miejscem do życia dla mieszkańców innych państw Unii Europejskiej. Rozważając wszelkie za i przeciw należy pamiętać, że lepszy jest pracownik medyczny który ma świadomość swojej niewiedzy czy pewnych braków i sięgnie do literatury czy skonsultuje się z bardziej doświadczonym kolegą niż osoba przekonana o swojej nieomylności.